16 lutego 2014

Chapter One


22 lipca 1996, New Orlean

Środek nocy. Księżyc świeci w pełni swoim blaskiem. Powoli z ciemności wyłaniają się pochodnie trzymane przez ludzi. Tłum zbliża się do ustawionego na środku placu stosu. Tej nocy, łowcy chcą uśmiercić aż 22 kobiety, podejrzewane o uprawianie magii lub przyjaźń z istotami nadprzyrodzonymi. Jedną z nich jest młoda matka, żona przewodniczącego Najwyższej Rady Łowców. Mąż jest pewny, że zdradziła go z wilkołakiem i jedno z dwojga dzieci dorasta jako potwór. Skatowane kobiety związano, pobito i rzucono na stos. Mimo błagań, mąż skazał swoją żonę na pewną śmierć. Był on człowiekiem honoru. Miał lodowate serce i nikomu nie ufał. Bił, gwałcił i zabijał bez skrupułów. Wyrzuty sumienia były mu zupełnie obce. To własnie on podpalił stos, pozbawiając dwójkę dzieci matki i siebie własnej żony. Zmusił starszego syna aby był obecny przy tym wydarzeniu i patrzył matce w oczy kiedy umierała. Gdy ogień zgasł a na miejscu stosu zostało aby 21 zwęglonych ciał, tłum opuścił plac i udał się na spoczynek do swoich domów. Na miejscu zbrodni zostały aby 3 osoby. Przywódca NRŁ- Hektor, jego czteroletni syn- Carlos i zastępca Hektora- Olivier. Oli odcinał wszystkim ciałom głowy, aby upewnić się, że kobiety na pewno nie żyją. 
-Hektor! Mamy problem. Tu leży tylko 21 ciał a my paliliśmy 22 kobiety- zwrócił się do szefa gdy skończył.
-Co?! Kogo brakuje!- ryknął rozwścieczony łowca.
-Twojej żony- wyznał Olivier. Hektor wpadł w szał. Wyzywał ją od najgorszych i przysiągł, że osobiście ją znajdzie i odetnie jej głowę. Dwaj mężczyźni nie zwracali uwagi na małego, przerażonego chłopca, który cichutko opłakiwał śmierć mamy. Czteroletnie dziecko nie rozumiało co stało się tej nocy, lecz jednego było pewne, kiedy dorośnie, znajdzie potwora który omamił jego mamę i własnoręcznie wyrwie mu serce. Tej pamiętnej nocy ojciec i syn złożyli obietnice, które całkowicie zmieniły ich dotychczasowe życie...



22 lutego 1998, Minnesota

Hektor i jego stowarzyszenie łowców jeździli po całej Ameryce w poszukiwaniu potworów i zaginionej kobiety. Po dwóch latach od tego pamiętnego wydarzenia zamieszkali w Minnesocie. Powoli tracili nadzieję, że kiedykolwiek ją znajdą. Hektor postanowił zrobić sobie krótką przerwę w poszukiwaniach i zatrzymać się w jakimś miejscu na dłużej. Jego dzieciom bardzo to odpowiadało. Sześcioletni już chłopiec szybko zaprzyjaźnił się z kolegami z sąsiedztwa a jego młodsza siostra, czteroletnia Abbigail często bawiła się w lesie. Hektor, Olivier i reszta łowców zajęli się zabijaniem miejscowych potworów. Trwała zima i napadało dużo śniegu. Już pierwszego dnia, NRŁ wpadło na trop kilku wampirów. Udało im się ustalić gdzie znajdował się najsilniejszy z nich. Chłopiec był bardzo ciekawski i chciał iść na polowanie razem z ojcem. Hektor zgodził się. Od dawna chciał szkolić syna na swojego następce i stwierdził że będzie to znakomita okazja. Łowcy ruszyli do lasu. Podążali za śladami z krwi, które w śniegu były bardzo dobrze widoczne. Na jednej z polan znaleźli go. Istota pochylała się nad swoją ofiarą. Olivier strzelił z kuszy. Drewniana strzała wbiła się w plecy chłopaka. Ofiara krwiopijcy leżała bezwładnie na ziemi. Chłopczyk był bardzo ciekawy kim ona jest. Po długich włosach zorientował się, że to dziewczyna. Im bliżej do niej podchodził tym bardziej był przerażony. Ta mała istotka wydawała się mu znajoma. Gdy stanął w odległości 1m był już pewien, że to jego siostra. Z oczu popłynęły mu potoki łez. Łowcy mieli wbić drewniany kołek w serce wampira gdy nagle ciało krwiopijcy zasłoniła młoda dziewczyna. Jej ciało zostało przebite na wylot a istota korzystając z chwili nieuwagi Hektora, uwolniła się i uciekła. Carlos był wstrząśnięty tym co zobaczył. Stracił kolejną osobę, którą kochał. Następnego dnia Łowcy opóścili miasto. Rozpoczęli na nowo swoją wędrówkę po stanach. Od tamtego czasu mały Carlos całkowicie zamknął się w sobie. Stał się taki sam jak ojciec. Zimny, bezwzględny, okrutny...

***

Witam wszystkich! Oto pierwszy rozdział. Wiem, że zaczęłam dość drastycznie ale następne rozdziały będą raczej bez ofiar śmiertelnych... no nie wszystkie. W każdym razie liczę na wasze komentarze. Mam nadzieję, że tutaj będzie ich więcej niż pod prologiem ;) Następna notka pojawi się w piątek.
Pozdrawiam, Ni Na

5 komentarzy:

  1. Uuuu... Lubie dreszczyk emocji. Podobało mi się. I to bardzo, czekam nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!!! Dawaj tu szybko kolejny. Jestem znies=cierpliwiona czekam ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. wow.. genialnie piszesz *-*
    No i co dalej ?
    Chce następny rozdział <3
    czekam na nn :*
    Zapraszam do siebie :) http://feelthelove3.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. No kończyć w takim momencie to grzech....czekam :****

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie piszesz i dodatkowo mega ciekawie. Już kocham tego bloga. :D

    OdpowiedzUsuń